sobota, 23 stycznia 2010

Bełk - Sośnica: przejażdżka autostradą A1


Miesiąc temu został oddany do użytku śląski odcinek autostrady A1. Nowy fragment autostrady o długości około 15 kilometrów łączy ze sobą Gliwice i Bełk. Nie jest to może wiele, ale jak na polskie warunki można być zadowolonym. Dzień po otwarciu miałem okazję wypróbować nową autostradę.
Moja autostradową podróż rozpocząłem na węźle Sośnica. Jest to największy w Polsce i w Europie Środkowej węzeł drogowy. Na nim krzyżują się autostrady A1 i A4 oraz droga krajowa nr 44.
Wjeżdżając na węzeł w Gliwicach i chcąc wjechać na nową A1 zobaczymy narazie żółtą tablice z informacją A1 Rybnik. Autostradą w przyszłości będzie można dojechać do czeskiej Ostrawy i dalej, ale z powodu opóźnień jeszcze nie jest to możliwe.
Po wyjechaniu autostradą z Gliwic za chwilę jesteśmy już na jej obecnym końcu - czyli w Bełku. Po drodze mijamy Knurów i Dębieńsko. Choć szybki przejazd autostradą nie daje okazji do zwiedzania to jednak warto wiedzieć co znajduje się w miejscach, które mijamy.
Najważniejszym zabytkiem Dębieńska jest kościół świętego Jerzego z 1802 roku. Wcześniej na jego miejscu stał drewniany kościół. W roku 2000 zamknięto kopalnię Dębieńko. Jej początki sięgały roku 1853. Nieczynna od dziesięciu lat kopalnia ma szansę na ponowne uruchonienie dzięki czeskiej firmie.
W Bełku można zobaczyć drewniany kościółek pw. św. Marii Magdaleny. Wewnątrz kościóła znajduje się ołtarz z 1610 roku. Kościół znajduje się na szlaku architektury drewnianej. Wokół kościóła znajduje się stary cmentarz z XIX wiecznymi nagrobkami.
Z Bełku pochodzą m.in. John Baildon - pionier hutnictwa na Górnym Śląsku oraz Richard Holtze - jeden z założycieli miasta Katowice.

wtorek, 22 grudnia 2009

Wigilia w polskim domu

Boże Narodzenie to w kulturze chrześcijańskiej jedno z najważniejszych świąt. W Polsce w szczególny sposób odchodzi się także wigilię Bożego Narodzenia, czyli dzień przed świętem, z uroczystą kolacją zwaną także wigilią. Przed przystąpieniem do wigilijnej wieczerzy dzielimy się opłatkiem. Zwyczaj ten znany jest powszechnie od XVII wieku. Dzielenie się opłatkiem jest symbolem pojednania i przebaczenia.
Wigilia w polskiej tradycji jest dniem postnym. Post ten jednak nie wynika z nakazów religijnych, ale z wielowiekowej tradycji. Na stole wigilijnym muszą się więc znaleźć potrawy postne. Obecnie jest to zwykle barszcz ukraiński z uszkami i karp.
Na Górnym Śląsku na wigilijnym stole niekiedy można jeszcze spotkać takie tradycyjne dania jak siemieniotkę (czy też konopiotkę), zupę rybną albo grzybową. Zupy te są jednak wypierane przez wspomniany już barszcz. Do śląskich dań częściej spotykanych można zaliczyć kapustę z grochem lub grzybami, tradycyjną śląską moczkę czyli coś w rodzaju gęstego kompotu z suszonych owoców i bakalii z dodatkiem piernika, a także makówki.
Karpia jada się już chyba wszędzie. Podobno popularność bożonarodzeniowej ryby karp zdobył sobie dopiero w okresie PRL-u.
Ciekawa potrawą wigilijną z kresów wchodnich jest kutia. Znam ją niestety tylko z opowiadań i ksiązki kucharskiej. Jest to rodzaj deseru pszenno-makowego z dodatkiem bakalii. Wydaje mi się, że kresowa kutia odpowiada śląskim makówkom. Wiglia zwykle odbywa się według z góry określonego scenariusza, na stole też znajdują się zwykle te same potrawy, więc nie namawiam na całkowitą wymianę, ale może czasem warto spróbować czegoś innego.
Przy wigilijnym stole stoi choinka. Zwyczaj ten jest na ziemiach polskich stosunkowo młody. Przenieśli go tutaj niemieccy protestanci. Na śląskich wsiach choinka zadomowiła się dopiero pod koniec lat 30. XX wieku, a niekiedy dopiero po wojnie. W okresie międzywojennym choinka była zwalczana jako obcy symbol. Wcześniej na Śląsku popularne były szopki bożonarodzeniowe.
Wracając do choinki - pod nią znajdują się prezenty. Prezenty w zależności od regionu przynoszą różne osoby. Na Górnym Śląsku jest to Dzieciątko. W dawnej Galicji prezenty przynosi Aniołek, a w Wielkopolsce, Kujawach i na Pomorzu jest to Gwiazdor.
Na tym kończę tą krótką syntezę wigilijnych zwyczajów. Pozostaje mi tylko życzyć szczęśliwego Bożego Narodzenia.

środa, 2 grudnia 2009

Województwo Śląskie


Województwo Śląskie powstało w roku 1999 w ramach reformy administracyjnej rządu Jerzego Buzka.W obecnym kształcie Województwo Śląskie zawiera część historycznych ziem Górnego Śląska oraz zachodniej Małopolski.  Fizycznie województwo należy do Wyżyny Śląskiej, Jury Krakowsko-Częstochowskiej, Kotliny Oświęcimskiej oraz Beskidów.
Na terenie Województwa Śląskiego istnieje wiele możliwości uprawiania turystyki. Turystyka górka jest możliwa m.in. w Beskidzie Śląskim oraz Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Niedaleko Dąbrowy Górniczej znajduje się największy w Polsce obszar lotnych piasków czyli Pustynia Błędowska.
Klasztor na Jasnej Górze w Częstochowie oraz bazylika w Piekarach Śląskich to dwa duże ośrodki kultu religijnego.
Województwo Śląskie jako najbardziej uprzemysłowiony region może poszczycić się wieloma atrakcjami o charakterze przemysłowym. Na terenie województwa został wyznaczony Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Słynne przemysłowe atrakcje to m.in. skansen górniczy "Królowa Luiza" i skansen podziemny "Guido" w Zabrzu czy zabytkowa kopalnia w Tarnowskich Górach.

To tylko niektóre aktrakcje Województwa Śląskiego, ciąg dalszy nastąpi.

wtorek, 24 listopada 2009

Góry Opawskie


Góry Opawskie to niewysokie pasmo leżące w Sudetach Wschodnich w województwie opolskim. Góry te stanowią najdalej wysunięty na wschód fragment polskich Sudetów. Do polskich miejscowości leżących przy Górach Opawskich zaliczyć można m.in. Głuchołazy, Prudnik, Jarnołtówek czy Pokrzywną.
Najwyższym wzniesieniem Gór Opawskich jest Biskupia Kopa (czes. Biskupská kupa, niem. Bischofskoppe, 890 m n.p.m.). Na jej szczycie po czeskiej stronie znajduje się wybudowana pod koniec XIX wieku wieża widokowa, która zostałą wybudowana w 50-lecie panowania cesarza Franciszka Józefa. Na Biskupią Kopę można wejść z Pokrzywnej lub z Jarnołtówka. Wejście nie jest trudne, w zależności od wyboru szlaku trwa od 1 do 2 godzin.
Góry Opawskie to ciekawa propozycja na wyjazd jednodniowy lub weekendowy.

Na pewno warto:
  •  wejść na Biskupią Kopę i wieżę widokową (Kaiser-Franz-Josef-Warte)

  • zjeść pstrąga prosto z łowiska u podnóża Biskupiej Kopy

niedziela, 8 listopada 2009

Karpacz - weekend w Karkonoszach

W ostatnim tygodniu października, a dokładniej w weekend wybraliśmy się do Karpacza. Wyprawa ta była pod wieloma względami niezwykła, począwszy od okoliczności wyjazdu. Niespodziewanie 2 dni przed wyjazdem przyjęliśmy od brata mojej żony zarezerwowane miejsca w hotelu. Jako aktywny blogger otrzymał on od Orbisu bilet do przetestowania ich nowego odnowionego hotelu Mercure. Ponieważ nie mógł jechać, los zrobił nam miłą niespodziankę i to my testowaliśmy hotel.

 Jesień w Karkonoszach jest niesamowita, a okoliczność dnia Wszystkich Świętych, sprawiła że uniknęliśmy turystycznego zgiełku i mogliśmy ją podziwiać w całej krasie. Do hotelu dojechaliśmy późnym wieczorem. Trafiliśmy tam bez problemu i od samego początku byliśmy oczarowani lokalizacją jak i nowoczesną architekturą budynku. Z okna restauracji hotelowej mieliśmy piękny widok na Śnieżkę - królową Karkonoszy.
Po obfitym śniadaniu wyruszyliśmy w drogę. Pierwszym naszym przystankiem był ewangelicko-augsburski kościółek Wang zwany też Świątynią Wang. Niezwykłe jest to że powstał on w XIII wieku w Norwegii we wsi Wang, a w XIX wieku przeniesiono go na Dolny Śląsk do Karpacza. KOnstrukcja kościołą wykonana jest bez gwoździ. Droga do świątyni była poprzecinana powalonymi konarami drzew, co w połączeniu z mgła dawało niesamowity efekt. Przy świątyni urzekły nas bardzo stare nagrobki. Również rzeźba „Łazarz” dodawała kościółkowi tajemniczości. Murowana dzwonnica została dobudowana, ze względu iż drewniany kościół zawaliłby się pod ciężarem dzwonu.

Te i inne ciekawostki usłyszeliśmy w parku miniatur w Kowarach. Znajdują się tam miniatrury zabytków Dolnego Śląska. Na miejscu okazało się, że weekend to zdecydowanie za mało na tak bogatą w zabytki krainę.
Wracając do hotelu zahaczyliśmy o polanę na której wypasały się krówki. Czystość powietrza i soczysta zieleń pagórkowatego pastwiska bije na łeb wszystkie reklamy czekoladek z fioletową krową. Wieczór spędziliśmy w hotelu, a dokładniej w hotelowym spa. Te dwa dni odnowiły nasze siły witalne. W drodze powrotnej do domu, mijaliśmy zabytki, o których miniatury widzieliśmy już w kowarskim parku. Z utęsknieniem czekamy aż znowu nadarzy się okazją do takiego weekendu.



Na pewno warto:
  • Wejść na Śnieżkę
  • Zwiedzić Świątynię Wang
  • Odwiedzić Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska